Pomorze: Relacja z „The flame that never dies” – koncert poświęcony pamięci ISD (26.09.2015r.)

W minioną sobotę na Pomorzu odbył się koncert upamiętniający życie i dorobek muzyczny twórcy nurtu znanego wszystkim nacjonalistom jako Rock Against Communism oraz lidera brytyjskiego zespołu Skrewdriver. Mowa tu oczywiście o postaci Iana Stuarta Donaldsona, zmarłego w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym 24 września 1993 roku.

 

Z racji tego, iż wspomniane wydarzenie kulturalne miało odbyć się na Pomorzu, było wręcz rzeczą oczywistą, iż o naszej absencji nie mogło być mowy. Organizatorzy uprzedzili, że będzie to koncert kameralny, zatem ilość dostępnych biletów będzie mocno ograniczona. Liczyła się kolejność zgłoszeń, więc spóźnialscy mogą mieć pretensje wyłącznie do siebie. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że sala jest schludna o wysokim standardzie, lecz jej rozmiary  pomieszczą niewielką widownię. Spotykamy znajomych z całej Polski i w oczekiwaniu na występ muzyków integrujemy się w miłej atmosferze.

 

Event pod nazwą „The flame that never dies” rozpoczął, niejednokrotnie goszczący w kraju nad Wisłą, francuski wokalista zespołu Frakass. Cenię sobie twórczość, przekaz, jak i styl obrany przez muzyków go tworzących. Tym razem jednak, Michele zaskoczył większość słuchaczy przyzwyczajonych do cięższych riffów znanych nam z dokonań bandu, przedstawiając utwory w formie akustycznej. Efektem czego było wprowadzenie widowni w nostalgiczny wręcz nastrój. Wszyscy w skupieniu wyłapywali słowa i dźwięki gitary płynące z głośników. Każdy z utworów nagradzany był gromkimi brawami przez widownie.

 Pamiętam, iż z całą pewnością Michele zaśpiewał  „Un Chemin Pour La Liberté”, który to utwór jest coverem Décadence Culture.  Ponadto „Runes du pouvoir”, „Hymne à la gloire”, „L.V.F”, „ Pour la France et l'Europe”, „Dernier hommage”. Solowe występy zawsze mają w sobie jakiś klimat, zatem ten zabieg odebrałem osobiście jako ciekawe urozmaicenie.

 Drudzy na scenie pojawili się muzycy reaktywowanego niedawno zespołu Honor Biały Front (Since 1989), którzy przed rozpoczęciem swojego występu nie omieszkali „pozdrowić” funkcjonariuszy pewnych służb, którzy to nękali  organizatorów jak i uczestników koncertu swoją obecnością. Widownia wtórowała wokaliście i po chwili wszyscy jak jeden mąż nie szczędzili życzeń i serdecznych słów dla naszych „obrońców prawa i sprawiedliwości”. Niestety panowie spod znaku białych kasków i pałek, wąsów i innych akcesoriów ich określających,  nie zaanonsowali się wcześniej i nie zaopatrzyli w bilety, zatem swoje uczestnictwo w tym gigu musieli ograniczyć do nasłuchiwania przed lokalem  (mamy nadzieję, iż potrzeby fizjologiczne załatwiali w radiowozie a nie w okolicznych bramach kamienic- grozi to bowiem mandatem!). W tym miejscu mała dygresja do przełożonych tych funkcjonariuszy .Wszyscy czuli się bezpiecznie bez tej interwencji, więc szkoda pieniędzy podatników na wysyłanie pojazdu służbowego na zdarzenie, które jest niczym innym jak imprezą zamkniętą.

 

Wokalista rozpoczął tytułowym utworem z płyty „Biały Front”, czym od razu poruszył całą salę do tańców i swawoli wszelakiej. Kolejne kawałki takie jak: „Won!”, „Patrz na Wschód”, „Wschodni wiatr” , „Krew i Honor”, „Nasz honor”, „Zawsze tutaj”, „Krew”, „Polska”, „Młodzi Szturmowcy”, „Bez litości”, „Jedna Wiara”, „Nasz Honor”, „Siła i Walka”, wprowadziły odbiorców w hulaszczą atmosferę. Nie było na sali osoby, która nie znałaby ich twórczości i nie bawiła się wspólnie z resztą uczestników.

 Ciekawym zabiegiem, który stał się już niejako świecką tradycją, jest śpiewanie wokalisty wespół z ludźmi z widowni, szczególnie tych stojących najbliżej sceny lub przekazywanie im mikrofonu w ogóle. Wtedy każdy może spróbować swoich sił i zaprezentować się szerszej publiczności. „Chaos” właśnie, zaśpiewany został przez kolegę z widowni, co nie przeszkadzało nikomu, wręcz przeciwnie- wszyscy goście pomogli.

  Na zakończenie występu, po odegraniu wszystkich utworów polskiej legendy R.A.C., artyści połączyli siły i Michele wspomógł wokalnie muzyków Honor. Znane wszystkim kawałki z „Biały Front- White Deluxe” zaśpiewane były po francusku. Widownia śpiewała wraz z wokalistą  „Sang et Honneur”(„Krew i Honor”), „Bastions Blancs”(„Biały Front”), „Regarde Vers L’Est”(„Patrz na Wschód”) oraz  „Classe ouvrière”, kultowej grupy Bunker 84.

 Koncerty takie jak „The flame that never dies” dobitnie ukazują, iż w dobie prześladowań ze strony służb tego chorego systemu, są jeszcze ludzie zdeterminowani aby robić coś dla innych i to na wysokim poziomie, bez względu na konsekwencje. Miejmy nadzieję, że takich eventów na ziemi pomorskiej będzie coraz więcej w niedalekiej przyszłości, na które w imieniu organizatorów serdecznie zapraszamy.

 

O.R.I.O.N.

 

 

 

 

Poniżej przedstawiamy plakat, który promował wydarzenie:

 

Translate

   

   

Polecamy

 

 

 

więcej w dziale

LINKI

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank