Zachodnia Polska: Relacja z „The Night of Terror” (07.03.2015r.)

Minionej soboty, w zachodniej Polsce odbył się międzynarodowy koncert pod nazwą  „The Night of Terror”. Nie mogło zabraknąć Aktywu Północnego. Pomimo sporej ilości kilometrów dzielących nas od miejsca gigu pojawiamy się ok. godziny 16. Okolica robi na nas - i nie tylko - niesamowite wrażenie. Postanawiamy zatem, że w niedalekiej przyszłości powrócimy tu na dłużej w celu eksploracji  całego regionu. Przed lokalem jest już sporo osób, wśród nich przyjaciele z którymi integrujemy się w miłej atmosferze i rozmawiamy o przyszłych projektach.

 

Prócz wspomnianej pięknej okolicy, na uznanie zasługuje miejsce w którym koncert miał się odbyć. Sala gotowa pomieścić sporą liczbę ludzi, co w konsekwencji się przydało, gdyż frekwencja nie zawiodła i było na moje oko jakieś 250-300 osób. Publiczność zjechała się z całej Polski, nie zabrakło również zagranicznych gości z takich krajów jak chociażby Niemcy, Węgry, Czechy czy nawet Łotwa.

 

Impreza zaczęła się z małym opóźnieniem i jako pierwszy na scenie zainstalował się węgierski zespół Indulat. Ich występ na żywo widziałem po raz pierwszy, choć zagrali już w naszym kraju w zeszłym roku. Muzyka jaką tworzą członkowie zespołu to typowy RAC z b. radykalnym przekazem. Prócz swojego repertuaru, który zaśpiewany był w ojczystym języku  muzyków, znalazło się parę coverów legend sceny WP. Te śpiewane były wspólnie z publicznością. Indulat, pomimo sporej bariery językowej, został dobrze odebrany przez publiczność. Miejmy nadzieję, że zobaczymy ich jeszcze w kraju nad Wisłą. Lengyel, Magyar – két jó barát!

 

Po występie Węgrów, publiczność rozgrzała się na dobre i gotowa była na przyjęcie znanego i lubianego Legionu Twierdzy Wrocław. W Polsce scena HC praktycznie raczkuje, dlatego tym bardziej występ Wrocławian był wyczekiwany z niecierpliwością przez fanów gatunku . Oglądałem ich już na żywo w Opolu, jednak tej nocy wypadli nieporównywalnie lepiej, żeby nie powiedzieć rewelacyjnie. Występ L.T.W. był przekrojem całej twórczości zespołu. W mojej pamięci zapadły utwory takie jak:  „Ciemne Ulice” czy „Samotny Łowca”.

 

Wydaje się jednak, że wszyscy czekali na „Moje opowieści”, który to utwór jest humorystyczną przeróbką szanty pt. „Morskie opowieści”.  Zespół został wręcz zmuszony do zagrania tego kawałka, przy którym bawiła się cała sala. Zaskoczyli mnie śpiewając cover znanego utworu niemieckiego Oidoxie, który wyszedł im, mówiąc krótko - elegancko.

 

Po zabawie przy muzyce L.T.W. wyszedłem na zewnątrz w celu naładowania akumulatorów spożywając lokalne specjały z grilla. Dlatego też występ kolejnego zespołu Strafmass oglądałem pobieżnie. Grupa ta pochodzi z Niemiec i gra muzykę w stylu typowym dla nurtu RAC. Fani gatunku bawili się przednio pod sceną, śpiewając wraz z kapelą covery znanych wszystkim utworów tytanów sceny WP. W tym momencie właśnie powróciłem na salę. Nie wypowiem się zatem na temat ich całego występu, gdyż ocena byłaby niepełna, a przez to nierzetelna.

 

Oczywiście należy się tu szacunek dla gości z Niemiec za przybycie i ukazanie, że czas już zakończyć historyczne spory w dobie poważniejszych problemów toczących Europę.

 

Tuż po występie Strafmass na deskach scenicznych pojawił się chyba najbardziej aktywny obecnie zespół w Polsce, czyli Obłęd. Słyszałem ich na żywo chyba po raz trzeci i nadal nie jestem jakoś szczególnie przekonany do ich twórczości. Poprawnie zagrany RAC, jednak nadal brak mi jeszcze jednej gitary. Widać jednak, że zespół podoba się ludziom i bawią razem z nim, robiąc przy tym niezłe show. Z ich występu pamiętam kawałki takie jak: „Pamiętamy Wojowników”, „To moje życie”, „Konfident”, „Zapamiętaj”, „Żołnierze Wyklęci”, „Obłęd”, „Skin on tour”. Utwór pt. „Bo tu jest Polska” wokalista zadedykował w szczególności wszystkim zagranicznym gościom.

 

Na koniec występu zespołu Obłęd poleciały covery wrocławskiej legendy sceny RAC, które były odśpiewane przez praktycznie całą salę.

 

Absolutnym hitem tego wieczoru - nie tylko w moim mniemaniu - był występ zawodników z Brainwash. Ze sceny wykrzyczane były z całą pewnością utwory takie jak: „Time to Act", „Moments of truth”, „Brainwash Brotherhood”, „We still believe”, ”We won’t forget”, „Sklave deiner Selbst” „Nobody know, nobody cares”,  „Glorious Soldiers”. MOSHowania pod sceną nie było końca. Cała sala wręcz oszalała, kiedy usłyszała pierwsze riffy utworu „One Family”. Wtedy wszyscy jak jeden, włącznie z ochroną, zaczęli: „Family has the highest value, always stands by you…” a pod sceną zrobiło się piekło. Zespół z całą pewnością zaskoczył wszystkich świetnie zagranym coverem pionierów stylu hatecore, czyli amerykańskiej formacji B.E.D. Na koniec znowu odegrano utwór „One Family” a pod sceną zaczęto moshować z jeszcze większą zawziętością. Widać było, że wykonawcy jak i odbiorcy byli zadowoleni ze wspólnej zabawy.

 

Występ braci z Niemiec dowodzi na to, iż w naszym kraju jest zapotrzebowanie na muzykę nurtu NSHC. Miejmy nadzieję, iż organizatorzy wezmą to pod uwagę w niedalekiej przyszłości.

Vielen Dank für die wunderbare Show Kameraden!

Było grubo po drugiej w nocy, kiedy na scenie pojawili się Estończycy. Wszyscy byli praktycznie wykończeni występem poprzedników jak i późną porą, jednakże zespół jak i publiczność znaleźli jeszcze resztki sił aby zakończyć „Noc terroru” w rytmach RAC. Ze sceny niczym dynamit leciały kawałki takie jak: „rac n'roll tonight”, „Dr. Hate”, „Skinheads Are Back In Town”, „Final Resistance”, „Welcome to Hell", „Riot Girl” etc., czyli najbardziej rozpoznawalne utwory grupy. Tradycyjnie już, gitarzysta Marek pokazał jak na „wiośle” grać się powinno.

 

Pomimo, iż wybiła godzina trzecia w nocy, nie chciano wypuścić chłopaków z P.W.A. z desek sceny zmuszając ich do bisów. Po muzykach widać było zmęczenie, więc repertuar tej nocy nie był zbyt imponujący. Jednakże jak zwykle Estończycy pokazali klasę i to, że nieprzypadkowo znajdują się na piedestale White Rock’n’Rolla.

 

Każdy z zespołów, który miał okazję zaprezentować się tego wieczoru na scenie kończył swój występ coverem jakieś legendarnej grupy. Nie inaczej było w przypadku P.W.A., Estończycy wybrali kawałek Skrewdrivera  pt.  „I Don't Like You”.

 

Konkludując, koncert był nie lada wydarzeniem kulturalnym na scenie nacjonalistycznej, być może jednym z najlepszych w tym roku - czas pokaże. Organizatorzy wysoko postawili poprzeczkę, zatem następcom ciężko będzie ich przebić  i stworzyć równie ciekawy show  w niedalekiej przyszłości. Uczestnicy „The Night of Terror” dobitnie ukazali, że wśród nacjonalistów europejskich nie ma miejsca na szowinizm.

One Family - Today, tomorrow, forever!!!

                                                                                                                                                                            O.R.I.O.N

 

…a tymczasem w ONR (hahaha)

 

Translate

   

   

Polecamy

 

 

 

więcej w dziale

LINKI

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank