Instynkt Przetrwania #14: „ Święty Kamień Prusów”

Długo przyszło nam czekać od ostatniej ekspedycji-sygnowanej logiem Instynktu Przetrwania- na zmianę pogody ,zmianę rzecz jasna na naszą niekorzyść. Pytacie pewnie: „Po co czekać z wyprawą na złe warunki atmosferyczne?” Wszystko po to, aby móc sprawdzić się w deszczowe, zimne czy wręcz mroźne dni. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy ochłodzenia i spadku temperatury. Nie oznacza to jednak, że był to czas bezczynności i marazmu.

 Dni wyczekiwania spędziliśmy na planowaniu, przygotowaniach, rozwiązaniach logicznego spakowania ekwipunku osobistego- przy jednoczesnym zmniejszeniu jego wagi. Niektórzy testowali nowe rozwiązania, ktoś inny jeszcze powielał nasze-sprawdzone już wcześniej. To zmusiło niektórych członków wyprawy do wyciągnięcia bolesnych konkluzji i przychylnego spojrzenia na nasze niekonwencjonalne metody i wykorzystywany sprzęt.

 Używane przez nas elementy wyposażenia  pochodzą często z różnych krajów i wytworzone są przez różnych producentów. Zasada jest dość prosta przed zakupem elementów wyposażenia. Chcemy, przede wszystkim, uniknąć nabycia tandety rodem z ChRL, nie jesteśmy również obłąkani ideą bezmyślnego konsumpcjonizmu,  zatem dalecy jesteśmy od zaopatrywania się w „lansiarskich” sklepach, gdzie  za zwyczajne produkty zmusza się klientów do płacenia horrendalnych kwot. Pamiętajcie, że to ma być sprzęt do używania, narażony na przedwczesne zużycie a nawet zniszczenie.

W dniu 12 grudnia ub. r. we wczesnych godzinach porannych, pięciu członków AP pojawia się w Elblągu. Jako, że jest to sobota, miasto wydaje się być w uśpieniu. Nie wzbudzamy zatem zbytniego zainteresowania wśród mieszkańców i w spokoju przemierzamy ulice, chcąc jak najszybciej wydostać się z niego. Pieszo wyruszamy w kierunku północno-wschodnim do Tolkmicka, trasą wyznaczoną przy pomocy serii namiarów kompasowych (azymutów). Po przekroczeniu granic miasta  oddalając się od  terenów zurbanizowanych, idziemy wzdłuż rzeki Kumieli zwanej również Dzikuską, by tuż przed jeziorem Goplenica przekroczyć jej wody. Mijamy wieś Jagodnik i podążamy lasem w kierunku jezior Martwego i Stare, położonych w Jeleniej Dolinie (Smoczej Dolinie). Tutaj,  robimy mały postój na posiłek, jednocześnie podziwiając widoki nas otaczające. Las wygląda przepięknie o tej porze roku, przeważają kolory brązu, zgniłej zieleni a ich barwę podkreśla  blask dnia.

Z Jeleniej Doliny, przez pola, zmierzamy ku Kadyńskiemu Lasowi , który jak cały teren Wysoczyzny Elbląskiej przeorany jest wąwozami . Nie chcieliśmy ominąć takiej atrakcji, gdyż występują tu wiekowe buki, jesiony i dęby. W 1972 roku dla zachowania dla względów naukowych, dydaktycznych i krajobrazowych fragmentu starego lasu bukowego, powstał tu rezerwat przyrody. Noc już w pełni, jednak całość robi naprawdę wielkie wrażenie nie tylko na miłośnikach lasów i flory w ogóle. Tu skręcamy na wschód w stronę kolonii  Wysoki Bór, przechodząc przez Tolkmicko w kierunku niedaleko m. Przylesie. Mijamy tory kolejowe i wchodzimy na górę aby rozbić obóz i spędzić noc w kręgu drzew. Krzesamy ogień, przy którym suszymy się i przygotowujemy rozgrzewającą herbatę. Każdy z nas, po przebyciu tych kilkudziesięciu kilometrów chce odpocząć w „bivyzaku” uśpiony hukiem wiatru. Temperatura spadła poniżej zera, lecz większość przespała noc beż żadnych problemów. Takie doświadczenia dają nam pełniejszy obraz tego, jakie możliwości ma nasz sprzęt ekspedycyjny i konsekwentnie przekraczamy jego granice termiczne.

 Rankiem, zeszliśmy z górki i przekroczyliśmy tory kolejowe wchodząc na plażę. Na miejscu odnajdujemy odcinający się od powierzchni wody „Święty Kamień”, służący niegdyś pogańskim Prusom jako ołtarz ofiarny. Prawdopodobnie kapłani składali na nim obiaty w intencji wypływających na połowy rybaków. Monumentalny kamień, zanurzony w wodach Zalewu Wiślanego ma 13,8 metra obwodu. W czasie wysokiej wody jego rozmiary nie wydają się imponujące, jednakże w okresie letniej suszy kamień ukazuje się w pełnej krasie i robi wrażenie. Rozmawiamy na temat tego, jakie musiał robić na ludach zamieszkujących te tereny tysiąc lat temu.

Stojąc na brzegu, naprzeciw „Świętego Kamienia Prusów”, rozpościera się piękny widok na Mierzeję Wiślaną z widoczną w oddali latarnią morską w Krynicy Morskiej, z prawej zaś strony widoczny jest Frombork . W tym miejscu, każdy z nas oddał się zadumie i docenił piękno Wysoczyzny Elbląskiej.  Cel naszej wyprawy został osiągnięty, robimy sobie pamiątkowe zdjęcia w deszczowej aurze i ruszamy w drogę powrotną. W okolicach Kadyn zaczął padać deszcz, później deszcz ze śniegiem aż w końcu zaczął sypać marznący śnieg, do tego wiał mroźny, przenikliwy wiatr od Mierzei Wiślanej. Skutek to temperatura odczuwalna o nawet 10 stopni niższa od tej, którą wskazuje termometr.  Przemoknięci i wychłodzeni idziemy dalej, wiedzeni dewizą: „Marche, ou crève”. To nie czas na to, aby się poddać, zatem z jeszcze większą zawziętością przyspieszamy tempa celem poprawy krążenia krwi w naszych żyłach. Maszerując dochodzimy do wniosku, iż to nie pierwszy raz, kiedy podczas jednej wyprawy mieliśmy każdy rodzaj pogody. Za każdym razem, podczas tak nieprzychylnych warunków atmosferycznych, zdobywamy bezcenne doświadczenia i stajemy się silniejsi.

 Zmierzchało, kiedy naszym oczom ukazały się pierwsze zabudowania Elbląga i noc zapadła na dobre, kiedy doszliśmy do samochodu.  Znów jesteśmy w „betonowej dżungli”, czekając kolejnej wyprawy. W planach mamy- jeszcze przed końcem roku- ekspedycję w Góry Stołowe (relacja wkrótce- przyp. aut.).

 Nie marnotrawcie czasu przed telewizorami i monitorami komputerów, wyjdźcie z domów i podziwiajcie otaczającą Was przyrodę. Zacznijcie w końcu żyć! Poczujcie prawdziwą wolność gdzieś na szlakach, gdzie horyzont kreśli cel. Stronger  Than All!

O.R.I.O.N. 

 


Translate

   

   

Polecamy

 

 

 

więcej w dziale

LINKI

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank