Instynkt Przetrwania #7: Szkolenie Taktyczne Aktywu Północnego w Rutkach

Od dłuższego czasu członkowie Aktywu 14 przygotowują się do jednej z ważniejszych wypraw ( z pewnością relacja znajdzie się na stronie). Jednogłośnie padła decyzja, że należy przetrenować kilka elementów z taktyki zielonej, celem skoordynowania działań każdego z naszych aktywistów podczas nadchodzącej ekspedycji.

 

W sobotę (10.05 br.) w godzinach popołudniowych zbieramy się w miejscowości Rutki oddalonej kilka kilometrów od Gdańska. Wybór miejsca nie jest przypadkowy, ponieważ znajduje się tam dość okazały most o konstrukcji betonowo- stalowej, który rozpościera się kilkanaście metrów nad sztucznym jeziorem, powstałym w wyniku spiętrzenia wód Raduni. Rozładowujemy ekwipunek osobisty, liny do zjazdów oraz ponton. Po dotarciu do celu zauważamy sporą grupę ludzi aktywnie spędzających dzień. Widok pięknych pań (o „typach” nie będziemy się rozpisywać :p), które przyjechały w te rejony na rowerach i wspinały się na ściankach, utwierdza nas w przekonaniu, że idea Instynktu Przetrwania jest słuszna.

 

Epizod, który chcieliśmy dopracować polegał na opuszczeniu przez nas nadmuchanego ówcześnie pontonu z mostu oraz zjazd do niego wraz z całym sprzętem. Założenie polegało na tym aby, po dotarciu na pokład naszego „drakkara”, odzyskać linę nie wychodząc ponownie na brzeg. Zastosowaliśmy zatem stary patent o potocznej nazwie „złodziej”, dzięki temu mogliśmy w sprawny i szybki sposób kontynuować dalszą część wyprawy. Płynąc jeziorem szukamy dogodnego miejsca na obóz, a że dochodzi już wieczór, decyzje musimy podjąć natychmiastowo. Przybijamy do brzegu, tu każda para wykonuje przydzielone jej zadania. Jedna grupa odpowiedzialna jest za krzesanie ognia i nazbieranie polan w ilości takiej, aby po zmroku nie zaprzątać sobie tym głów. Druga natomiast, buduje konstrukcję schronienia , której dach  ma być zbudowany z pontonu i pospinanych ze sobą poncz. Uchronić  nas to ma przed nękającymi przelotnymi deszczami. Trzecia drużyna zajmuje się przygotowaniem pierwszego wspólnego posiłku.

 Po uzupełnieniu energii stwierdzamy, że „noc jeszcze młoda” i ruszamy trenować zjazdy na linach z mostu w całkowitych ciemnościach. Dzięki tego typu  nabieramy doświadczenia, jednocześnie wyciągamy konkluzje, że zjazdy po zmroku różnią się stopniem trudności od tych, które wykonujemy zazwyczaj za dnia. Posiadane przez nas pianki do nurkowania pozwalają na rozszerzenie wachlarza desantu do pontonu. Część miłośników zimnej wody, zjeżdżając z mostu zanurzała się bezgłośnie i tak samo podpływała do jednostki pływającej. Być może, opracowane przez nas scenariusze przydadzą się w przyszłości- oby jednak nie.

 Przemoczeni i zmarznięci udajemy się w stronę naszego obozu, gdzie pozostaje nam wyciagnięcie na ląd pontonu i dokończenie dachu naszego miejsca na nocleg. Przy ognisku omawiamy przydatność ekwipunku wykorzystywanego w całej operacji oraz uzupełniamy spalone kalorie. Świadomość tego, że w przyszłości musimy być jeszcze bardziej mobilni, zmusza nas do rezygnacji z kilku elementów wyposażenia indywidualnego. Uszczuplony sprzęt zmniejszy bowiem wagę i przyczyni do zwiększenia promienia działania. Zmęczeni, wspominamy śmieszne sytuacje, które zapadły nam w pamięci poprawiając humory przed snem.

 

Następny dzień wita nas ulewnym deszczem, który utrzymuje się do godziny jedenastej. Czekamy przy ognisku, aż wszyscy uczestnicy wyprawy wstaną i zjedzą śniadanie. W tym czasie omówiony zostaje plan dnia i powoli zwijamy obóz w taki sposób, aby pozostawić po sobie porządek lepszy niż zastaliśmy. Płyniemy do przeciwległego brzegu, tuz pod filar mostu. Wszyscy żywiołowo zabierają się za kolejny dzień desantu z mostu do pontonu. Fantazja jak zwykle ponosi kilku śmiałków i zaczynają się wygłupy na granicy brawury z głupotą;) Skrócona lina na przykład powoduje wypięcie „ósemki” i swobodne opadanie w dół, najpierw do pontonu a później nawet do wody. Nie obyło się również bez skoków do wody ze stalowej konstrukcji mostu- ot kilka dobrych metrów nad taflą jeziora ;p Nikt nie zwracał już uwagi na kolejną ulewę, bo i tak byliśmy mokrzy. Czas jak zwykle nagli i zmuszeni powrotem do codziennych obowiązków, zabieramy sprzęt i ponton do samochodów i wracamy  do „betonowej dżungli”.

 

Pomimo niesprzyjającej momentami pogody i stosunkowo krótkiego wypadu na łono natury, dochodzimy do wniosku, że tego typu treningi pozwalają nam na zdobycie umiejętności w jakieś konkretnej dziedzinie, których nie sposób zdobyć będąc na nieznanym terenie podczas wymarszu.

 

Organizujcie się, trenujcie i rozwijajcie. Przyszłość należy do NaS!

O.R.I.O.N.

Translate

   

   

Polecamy

 

 

 

więcej w dziale

LINKI

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank