Parafianie zaatakowani przez Cyganów

Oto kolejny dowód na to, że pomoc cygańskiej społeczności rzadko przynosi pozytywne rezultaty, a ofiarodawcy często stają się poszkodowanymi. W Genui ksiądz wezwał policję do ochrony wiernych przed agresywnymi Cyganami, po tym jak wraz z parafianami… postanowił zorganizować im pomoc!

43- letni proboszcz parafii św. Ambrożego włożył wiele energii w pomoc Cyganom z pobliskiego obozowiska. Zajmował się nimi w parafialnym ośrodku, rozdawał cygańskim dzieciom prezenty na święta. Zdarzyło się nawet, że okupywał niezamieszkalny od lat dom, domagając się, by władze pozwoliły tymczasowo zamieszkiwać w nim cygańskiej rodzinie, która spała w samochodzie. Wydawałoby się, że teraz poczuciu spełnienia dobrego uczynku zarówno parafianie, jak i Cyganie będą żyli szczęśliwie.

Niestety rzeczywistość szybko sprowadziła wiernych na ziemię. Jak to już Romowie mają w swym zwyczaju, w myśli powiedzenia: ”Dał palec, a wziął całą rękę”, biedacy uznali, że mają święte prawo do datków, a pomoc to obowiązek parafian. Doszło do tego, że żebrzący pod kościołem Cyganie zaczęli atakować i terroryzować wiernych, którzy odmawiali im jałmużny. Przestali liczyć na wielkoduszność parafian i postanowili obsłużyć się sami. Cygańskie dzieci przychodziły do kościoła na mszę, by okradać wiernych. Przed kościołem po mszy dochodziło do napadów. Pewnej staruszce ściągnięto z palców pierścionki i obrączkę. Kiedy napadnięty został sam ksiądz, zwrócił się o pomoc do policji.

Teraz plac przed kościołem św. Ambrożego patrolują policjanci, a o bezpieczeństwo wiernych podczas nabożeństw dba kilku agentów. Duszpasterz zaapelował do lokalnych władz, by zmusiły Cyganów do posyłania dzieci do szkoły, do czego zobowiązuje ich prawo, ale jak to jest z zaangażowaniem Romów do nauki wszyscy wiemy i nie trudno się domyśleć jak to się skończy.

Translate

   

   

Polecamy

 

 

 

więcej w dziale

LINKI

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank