Obyś żył w ciekawych czasach...

Obyś żył w ciekawych czasach – tego życzyć wypada ponoć jedynie najgorszemu wrogowi. Jeśli to prawda, to nasze pokolenie musi mieć zaiste wielu potężnych wrogów. W ocenie ekspertów zajmujących się sprawami geopolityki znaleźliśmy się oto bowiem na prawdziwym dziejowym rozdrożu. W następnych kilku, być może kilkunastu latach decydować się będą losy układu sił, który prawdopodobnie na dłuższy okres utrwali się w światowej grze o dominacje.

Rozważania poświęcone najbardziej gorącym zagadnieniom międzynarodowym wypadałoby rozpocząć od kolebki cywilizacji – Europy, która ostatnimi czasy, nie bez powodu, skupiła na sobie wzrok zagranicznych obserwatorów.

Bankrutująca Grecja, znajdujące się na skraju niewypłacalności Portugalia, Irlandia, Hiszpania i Włochy wieszczą rychły kres największego symbolu zjednoczonej Europy – wspólnej waluty Euro. Radykalne osłabienie, a w efekcie prawdopodobny upadek wspólnej europejskiej waluty będzie miało ogromny wpływ na kształt całej Unii Europejskiej i kierunek jej ewentualnego rozwoju. Efekty są trudne do przewidzenia, (średnioterminowe prognozy geopolityczne z reguły najrzadziej się sprawdzają) jednak kilka scenariuszy przyszłych wydarzeń wydaje się najbardziej prawdopodobnych.

Według pierwszego z nich, w efekcie obecnych wydarzeń, powstanie tak zwana „Europa dwóch prędkości”, gdzie Berlin i Paryż sprzymierzone w cichym sojuszu z neoimperialną Moskwą będą decydować o najistotniejszych kwestiach dotyczących Unii, oraz narzucać swoją wolę mniejszym ośrodkom. Rola Polski w tym scenariuszu, biorąc pod uwagę służalcze skłonności obecnego establishmentu będzie co najmniej podległa, przybierze wręcz kształt nowego rodzaju stosunku wasalnego. W wypadku dojścia do władzy drugiej z największych mainstreemowych partii – PiSu, powyższy scenariusz zapewne się powtórzy, z tym że miejsce Francji i Niemiec jako punktu odniesienia polskich włodarzy zajmie Wielka Brytania, która jak do tej pory będzie nastawiona „lekko sceptycznie” do sytuacji na kontynencie jak i w samej Unii.

Inną ewentualnością związaną z prawdopodobnym kryzysem gospodarczym, który dotknie większość państw strefy Euro jest pojawienie się na masową skalę nastrojów radykalnych w centralnych państwach Unii. Można założyć z dużą  dozą prawdopodobieństwa, iż Zachodnie społeczeństwa zmęczone ciągłymi „planami pomocowymi” dla kolejnych upadających jak domki z kart państw członkowskich wyjdą w końcu na ulice aby aktywnie przeciwstawić się władzy. Taka hipotetyczna sytuacja doprowadzić może do ekstremalnych zjawisk prawno – politycznych, a w efekcie do upadku rządów poszczególnych państw czy nawet całej Unii Europejskiej. O ile taki rozwój wypadków w Europie może być szansą na odwrócenie układu sił na scenie politycznej również w naszym kraju to kierunku tych, rewolucyjnych w końcu procesów, nie sposób przewidzieć. Jak więc widać, poza ewidentnymi szansami jakie rodzi dla ruchów prawicowych nieuniknione polityczne trzęsienie ziemi w Europie, stwarza ono również masę zagrożeń, których lekceważyć nam nie wolno. Jeśli prześpimy nadarzającą się okazje, za kilka lat możemy obudzić się rządzeni przez brunatnych, anarchistycznych towarzyszy, którzy swojej szansy nie zaprzepaścili.

Rozpatrując dynamiczne tempo zmian na geopolitycznej scenie nie wolno, rzecz jasna, ograniczać się do Europy. Obok głośnych greckich wypadków przechodzi jakoby niezauważona inna zmiana, której konsekwencje w dłuższej perspektywie będą z całą pewnością bardziej doniosłe. Oto Stany Zjednoczone Ameryki Północnej (nomen omen rządzone przez czarnoskórego Baracka Obamę) już na pewno tracą na stałe pozycje światowego hegemona. O ile potencjał militarny USA jeszcze przez kilka dziesięcioleci pozostanie niedościgniony, o tyle sytuacja ekonomiczna wciąż największej gospodarki na świecie jest dramatyczna. Monstrualny dług wewnętrzny, nieumiejętność walki z kryzysem, co raz większy sektor publiczny i społeczny, a także utrzymujące się od długiego czasu na wysokim poziomie bezrobocie w krótkim czasie będą skutkować co raz szybszą utratą wiarygodności USA na rynkach światowych, a w konsekwencji brakiem możliwości obsługi ogromnego długu publicznego. Pojawia się więc pytanie – kto po USA zajmie pozycje światowego lidera?

Wbrew obiegowej opinii nie warto bać się Chin, które mimo fasadowego komunizmu są Europejczykowi dość bliskie kulturowo, a z całą pewnością przewidywalne jako kraj kapitalistyczny, a co za tym idzie zależny od regulacji rządzących rynkiem. Obawiać się należy innych silnych graczy aspirujących do miana światowego żandarma – Indii i Pakistanu. Te wielkie narody uzbrojone dodatkowo w broń atomową są nam zupełnie obce kulturowo, a co gorsze - bardzo nieprzewidywalne. Kierunki ich działań są często dyktowane impulsami i emocjami, dotyczące ich konflikty terytorialne i etniczne wydają się być głównym stymulantem państw dalekiego wschodu.

Rola Europy w tej grze sił, z Unią Europejską chylącą się z wolna ku upadkowi i socjalistycznym, zgniłym moralnie spojrzeniem na świat jest praktycznie zerowa. Paradoksalnie warto więc upatrywać szansy w zbliżającym się przesileniu, które nastąpi w wyniku upadku poszczególnych krajów strefy Euro. Dzielącego nas od tego momentu okresu nie wolno nam jednak przespać – musimy przywitać zmiany mając ustalony plan działania i wolę poświęceń dla wyższej idei jaką z całą pewnością jest wolna, suwerenna Polska, która być słyszana powinna stać się w niedalekiej przyszłości liderem regionu .

 

 

Parias

Translate

   

   

Polecamy

 

 

 

więcej w dziale

LINKI

Visitor counter, Heat Map, Conversion tracking, Search Rank